Hermione Granger is a Muggle-born witch in Gryffindor House at Hogwarts School of Witchcraft and Wizardry. She makes her first appearance in Harry Potter and the Philosopher's Stone when she is in her first year along with Harry and Ron. Hermione is the smartest witch in her year, but has a reputation as a bossy know-it-all. Hermione was born on September 19, 1979. Her parents are Muggle
Wszyscy uczniowie siedzieli właśnie w Wielkiej Sali i czekali na koniec ceremoni drażnił Hermione bawiąc się jej włosami. -Harry,przestań się bawić moimi włosami-powiedziała się swoimi. -Ale ja nie mam takich długich jak ty. -To sobie zapuść. -I jak ja będę wyglądał .? -Nie wiem,ale wiem,że zostawisz w tedy moje nadzieje,żę...-ale nie dane było jej skończyć,gdyż Harry skamieniał słysząc własne ,że dyrektor nie czyta nowych nauczycieli,tylko trwa przydział . -Potter,Carmen-powiedziała profesor Sprout. Cała sala spojrzał na jego oczach można było zobaczyć wyrzuty,że mu nie powiedzieli. -Trudne,na prawde z bratem będzie Ci najlepiej .GRYFFINDOR!!!-krzyknęła Tiara,a dziewczynka o rudych włosach i niebieskich oczach usiadła obok Harry'ego. -Cześć-powiedziała,ale Harry nawet na nią nie tej sekundzie wstał Dumbledore i zaczął swoje przemówienie . -Jak pewnie wiecie-zaczął-Profesor:Snape,McGonagall i Flitwick odeszli na zasłużone więc ich stanowisko obejmą nowi znalazł się nowy nauczyciel Obrony,gdyż szanowna pani Umbrigde odeszła z nie znanych mi więc nowi nauczyciele obejmą również posadę opiekunów domów,które nie mają więc eliksirów będzie was uczyć profesor Lily Potter , transmutacji James Potter, zaklęć Syriusz Black , a posadę nauczyciela Obrony Przed Czarną Magią obejmie ponownie profesor Remus Lupin. Profesor Lily Potter będzie opiekunem Gyfonów,profesor James Potter Ravenclaw,a profesor Lupin tyle .Przypominam,że wstęp do zakazanego lasu oraz na trzecie piętro jest zakazane. Po uczcie prefekci naczelni zgłoszą się do opiekunów i oprowadzą pierwszorocznych. Dziękuję za Uczta trwała dwie godziny .Po niej każdy prefekt udał się do swojego chciał udać ,że źle się czuje i uniknąć spotkania z matką,ale Hermiona nie dała się nabrać. Zaciągnęła go do profesor Lily Potter i trzymała żeby jej przypadkiem nie uciekł. -Harry.?To ty jesteś prefektem.?-zdziwiła się Lily. -Zgadza się,pani profesor. -Harry-upomniała chłopaka Hermiona . -No,co .? -Przestań. -Nic nie robie. -Ty jesteś gorszy niż dziecko ośmioletnie. -Ja.?! -Nie,ja. -Ja mówi o wszystkim i nie zatajam żadnych faktów z mojego życia. -O co ci właściwie chodzi.? -Hmm...Może o to,że ktoś mi nie powiedział ,że mam siostre.?Chyba,że to nie jest takie istotne,to dobra. - Harry,my z ojcem chcieliśmy Ci powiedzieć,ale nie wiedzieliśmy jak-powiedziała Lily. - I najlepszym sposobem było żebym dowiedział się tego przy całej szkole,tak.?To na prawde najlepszy pomysł. -My nie wiedzieliśmy jak zareagujesz. -Ucieszyłbym końcu ja wychowywałem się w świadomości,że moi rodzice,których kocham nade wszystko nie żyją,a ona miała ich na prościej jest powiedzieć,że mnie nie kochacie i nie chcecie.?Nie musiałbym tak cierpieć. -Harry,my Ciebie kochamy i naszym pierwszym dzieckiem i zawsze cie kochaliśmy. już zabiore swoją grupę i ich oprowadzę ,pani widzimy się pod portretem Grubej Damy za prosić hasło do wieży.? -Czekoladowe żaby. -Dziękuję-Harry wyszedł z pokoju i zabrał swoją grupę została jeszcze w gabinecie mamy Harry'ego. -Hermiono,czy mogłabyś mi powiedzieć jak mam przeprosić Harry'ego.? -Sama tego nie mi się nie udało go żeby się nie obrażał,przytulałam,a jak to nie pomagało to wychodziłam i czekałam aż zrozumie. -A czy wy jesteście,no ...jak to powiedzieć? -Parą.?Tak jesteśmy. -Od kiedy .? -Od się przyjaźniliśmy .On mi pomógł wydostać się od Malfoy'ów i jak zmarli moi na prawde dobry chłopak. Zawsze można na niego to przemyśli to na pewno się pani nie już nie zdążę. -Dziękuję ci. -Nie ma za co.? Godzine później grupa Harry'ego i Hermiony spotkała się pod portretem Grubej Damy. -Zamknijcie się!-próbował uspokoić małolatów był zaraz się nie zamkniecie to ja was ucisze.! nadzieje ,że każdy mnie słucha bo ja drógi raz nie jest portret Grubej nim jest Pokój Wspólny,ale żeby się tam dostać trzeba podać hasło,które brzmi : czekoladowe się w czwórki i wejdziemy do środka i przydzielimy się do dormitoriów-po tych słowach dwie dziewczynki zaczęły dość głośno rozmawiać,a było to siostra Harry'ego i jej wściekł się jeszcze bardziej. - Mówię po chińsku.?A może to wy macie jakiś problem.?-wszyscy zaczęli patrzeć na niego jak na mówie o was,tylko o tamtej dwójce dziewcząt,która chyba uważa,że wszystko im wolno ,bo rodzice jednej z nich są tutaj jeśli tak wam się zdaje to ja wam chętnie załatwie nie odejmę,bo ja też na tym stracę,więc szlaban chętnie i znając naszego kochanego woźnego znajdzie wam fascynujące się upokoicie i dacie mi wybór należy do was-owa dwójka natychmiast ucichła,a Harry poczuł satysfakcję z tego,że to on ma władze,a nie jego ,ty przydzielisz dziewczyny ja kiwnęła głową. Gdy wszyscy wchodzili,Harry usłyszał komentarz swojej pannie Potter wydaje się,że ja jestem głuchy.?Jeśli tak to śmiem zaprzeczyć. Ja jestem cierpliwy ,ale do czasu. -Harry,daj już spokój-powiedziała Hermiona obejmując też się to nie podobało,ale próbowała go opanować. -Twoje dziewczyna ma racje-dodała jakiś dziwaczny. prosto na zgubę-oświadczył ci obiecałem szlaban i teraz masz go jak w się ucieszy,że nie będzie musiał sam sprzątać sali z tego nie lubił ,jak z resztą każdy,nie Hermiona.? -Harry,przestań. -Hermionko ,ja swojego słowa powiem Ci kiedy masz iść do woźnego i jak się nie stawisz wylądujesz u profesora Blacka, a on nie lubi jak się go nie słucha. -Skąd to możesz wiedzieć.?-zdziwiła się Carmen. -Profesor Black jest moim ojcem chrzestnym i możesz już iść-powiedział Harry,a Carmen burknęła coś pod jeszcze.?Nie.? To świetnie. A moja grupa idzie za mną. Po kilku minutach Harry i Hermiona spotkali się w Pokoju usiadła obok Harry'ego i oparła głowę o jego ramię. -Harry,nie powinieneś tak reagować. -Kochanie,to że to jest moja siostra nie znaczy,że ma prawo mnie obrażać i mnie to jednak boli. Wiem,to nie jej wina,ale to ,że zachowuje się jak księżniczka mnie księżniczką będziesz tylko tak traktuje i to się nie zmieni. -A może daruj jej ten szlaban,dla mnie. -Nie ,kocham Cie,ale to będzie jedyna rzecz,której dla ciebie nie dam se wleźć na głowę. -No,w sumie masz racje. -Poczekasz tu na mnie, ja idę załatwić ten szlaban. -Jasne. Harry po dziesięciu minutach był już w gabinecie Filcha. -Dzień dobry,panu. -Czego chcesz ,Potter.? -Chodzi mi o to,czy nie potrzebuje pan pomocy przy sprzątaniu sali z trofeami.? -Przydałaby mi się pomoc,a kogo masz na myśli.? -Pewną uczennicę z pierwszej klasy. -Kogo .? -Carmen Potter. -Twoja siostra.? -Zgadza co zgodzi się pan.? -Masz w tym jakiś interes,prawda.? -Nie,to tylko miał być szlaban za naśmiewanie się z prefektów. jej żeby stawiła się jutro o 17 u mnie . -Jasne,ale zależy mi żeby nie używała różdżki. -Oczywiście. -Dziękuję,dobranoc. -Dobranoc. Kiedy Harry wrócił do Pokoju Wspólnego zastał Hermione rozmawiającą z jego do nich i usiadł obok swojej dziewczyny. Uśmiechnął się i objął Hermione. -To jutro przyjdziesz do pokoju prefektów o 16:50 i zaprowadzę Cie do się ucieszył jak mu zaproponowałem Twoją pomoc. -Śnisz,że ja będę odrabiać u Ciebie szlaban. chce w pierwszym dniu szkoły zaznać kary profesora ma sprawy. -Mama mi odwoła każdy szlaban. -Nie ma prawa odwołać mojego prefektem naczelnym i mam prawo wstawić Ci szlaban i nikt go nie -Jesteś moim bratem... -To co .?Może masz za to jakieś specjalne względy.? -Dałbyś spokój siostrze. -A siostra dała mi oprowadzić uczniów.? dodatek mnie jesteśmy rodzeństwem ,ale to niczego nie zmieni. Ja ciebie zawsze będę traktował jak młodszą uczennicę,której mam prawo wstawić chodzi ci że masz jakiś specjalne przywileje,bo twoi rodzice są tu nauczycielami i niby mogą ci coś cofać to się sobie nie dam wejść na przyjdziesz jutro,to po jutrze będziesz miała szlaban za obrażanie prefekta,przeszkadzanie mu i nie słuchaniu go . -Jesteś jakiś nie normalny. -Mnie to potrzebuje Twojej opinii. Wystarczy ,że mam swoją dziewczyne i przyjaciół i mi to w zupełności masz coś jeszcze to mów,bo jak nie to dostaniesz kolejny argument do -Nienawidzę Cię. -Miło dormitorium. -Nie będziesz mną rządzić. -Tu Cię ,gdyż jest kwadrans po 11 i ty masz być już w Carmen odeszła bez dopiero teraz zobaczył ,że Hermiona już śpi .Wziął ją na ręce i chciał zanieść do jej pokoju,ale jak przypomniała mu się pogawendka Lavender i Parvati zrezygnował i zaniósł do swojego ją i sam przytulił się do niej .Dziewczyna westchnęła cicho i położyła głowę na brzuch chłopaka. Oboje obudzili się o się i zeszli na czekała na Harry'ego drzwiach został ,,mile''powitany przez mamę,tatę i siostrę. -Ale jeśli profesorowie nie pamiętają mam prawo wstawić szlaban uczniom nie przestrzegającym zasad panna Potter złamała trzy więc to był argument do szlabanu,panie profesorze. -Harry,czy ty musisz taki być.? -Jestem taki jak zawsze,ale skąd to mogą wiedzieć ludzie,którzy mnie w ogóle nie znają.? -Jesteś nie fair. i tak panna Potter ma się zgłosić do mnie dziś o 16:50. -Więc jeśli ty jej nie cofniesz szlabanu,ja to zrobię. -Obawiam się ,że to nie ja jej dałem szlaban i jedyną osobą,która może go cofnąć jest Hermiona i że Hermiona nie będzie robić mi na złość nie cofnie go. Jeśli to wszystko to ja pójdę zjeść śniadanie i odbiorę swój profesor go ma . Więc jeśli mógłbym go poprosić będę wdzięczny. Lily podała Harry'emu pergamin,a ten podziękował i usiadł obok Hermiony. -To co .? Znowu pierwsze chyba tradycja-powiedział Harry nakładając sobie pocałowała Harry'ego najczulej jak był trochę zdziwiony,ale oddał się odkleili to za co.? -Bo Cie kocham .? -Ja ciebie też,ale to nie przypadkiem,że Romilda się na nas gapiła.? -Może też. -Ktoś tu jest zazdrosny.? -Wcale nie.! jeśli Co o to chodzi to bądź kocham tylko Ciebie. -Ale ja nie chcę żeby ktokolwiek na ciebie tak tak,jestem o Ciebie zazdrosna. -O chyba się powiedziałaś ,że jesteś o mnie zazdrosna.? -Tak, dam żeby ktokolwiek mi Ciebie -Przecież wiesz,że ja nie jesteś moją prawdziwą miłością i odejde i ty też masz tego nie robić. -Ja też tego nie chyba,że znowu o czymś jak na przykład wczoraj. -Mionuś,ja nie zapomniałem .Przygotowałem niespodziankę i zobaczysz dopiero dzisiaj . -Przepraszam,ja myślałam,że ty nie pamiętasz. -Żartujesz.?Jak miałbym nie pamiętać o pierwszej rocznicy.?To był najlepszy dzień w moim życiu. Kocham Cię. -Ja ciebie też. -Idziemy na te eliksiry.? -Jasne. Harry i Hermiona udali się na wcale nie zmienił swojego zachowania. Ciągle mówił do swojej matki pani minęły 16:50 Harry zaprowadził siostrę do Filcha .Kiedy wrócił zajął się Hermioną. -Kochanie,może pójdziemy na krótki spacer.?-zaproponował. -Jasne-odpowiedziała Hermiona i wyszła z Potterem na był pogodny i gdzieś.? -Pewnie. -Harry,dlaczego ty właściwie nie pogodzisz się z rodzicami.?-zapytała nie pewnie dziewczyna ,gdy wraz z Harry'm siedziała na jednej z hogwarckich ławek. -Widzisz,bo to nie jest takie ich ,że mają gdyby przyszli i powiedzieli,że po tym jak dołożyli do tego,że chcieli żebym był szczęśliwy miałem ochotę im wszystko mogli pomyśleć,że bez nich jestem szczęśliwy.?Kochałem ich zawsze i mi ich .Byli mi się na Volderomcie bo niby ich też był tego pewien. -Harry,ale ty ich ciągle potrzebujesz. -Wim,ale jak oni w ogóle mogli pomyśleć,że jestem bez nich szczęśliwy.? -Może bali się,że ty ich nie poznasz i sądzisz ,że to nie oni są Twoimi też to musiało cierpieli. -Przez nią mogę ich mi ich przez całe życie,a ja się jakby było najważniejsza. Harry'emu łzy poleciały po przytuliła go i żadne z nich nie spodziewało się ,że ktoś może ich słyszeć. -Harry,my ciebie kochamy najmocniej,synku-powiedziała Lily,która usiadła obok Harry'ego. -To wcale nie jest najbardziej kochacie tę swoją córeczkę. -Skarbie,to nie jest nasza prawdziwa ją zawsze byłeś najważniejszy. -Na prawde mnie kochacie.? i będziesz naszym jedynym i kochanym synkiem .Jasne.? -Yhy...A tata ma jeszcze lekcje.? -Nie,siedzi w swoim gabinecie. -Ja do niego ze mną Hermiona.? -Jasne-odpowiedziała dziewczyna i razem z Harry'm i jego matką udali się do gabinetu zapukał do drzwi i wszedł do środka. -Cześć,mogę.?-zapytał niepewnie. -Pewnie, chciałbym Cie byłem,ale się bałem że Carme i was mi już wytłumaczyła ,tylko ja chce was przeprosić..Poniosło mnie ,przepraszam. -Nie masz za co. -Kocham was wszystkich. -My Ciebie jeszcze chwile.?Zaraz ma wpaść Remus i Lupin. -Yhy. Po kilku minutach do gabinetu weszli dwaj uśmiechnął się i wtulił w Hermione. -Witam panów profesorów-zaśmiał się chłopak. -Idź bo jak cie śmigne-zagroził Syriusz. -No,co do mojego syna.?-zapytał James. -Złość piękności szkodzi-profesorze-stwierdził Harry,nie ukrywając uśmiechu. Hermiona i Lily też się uśmiechnęły. -Harry,ja Ci mówie .Tyś się z ojcem na mózgi pozamieniał-rzekł Black. -Nie przypominam sobie,profesorze. -Obiecuje ci ,że ci taki szlaban wstawie,że się nie pozbierasz. -Chrześniakowi.? -To z łaski swojej,kochany chrześniaku,zwracaj się do mnie normalnie. -Tak jak pierwszy dzień.? lekcje ze Slytherinem przypadły mi do gustu-wszyscy w pomieszczeniu popatrzyli na niego jak na na kolacje.? -No,pewnie. -Harry,czy ty na prawde postawiłeś Carmen szlaban.? -No,tak. I zagroziłem ,że jak będzie pyskować to ją odeślę do Ciebie. Wszyscy zeszli na kolacje i zajęli swoje miejsca w Wielkiej pod pretekstem zawiązania butów uklęknął obok Hermiony i wyciągnął czerwone pudełeczko. -Harry,co ty wyrabiasz.?-zdziwiła się w sali popatrzyli w ich za mnie.? -Co.?! -Wyjdziesz za mnie.? -Tak. -Jesteś moją królową. -Harry włożył Hermionie pierścionek na palec i swoje miejsce nie mogąc nacieszyć się swoim głowę o ramię Hermiony .Czuł sie najszczęśliwszym facetem na końcu miał to co kochał. Rodzine,Hermione,z którą weźmie ślub i całe szczęście świata.
Harry Potter Magic Awakened comprises Duelling Club with 1v1 and 2v2 battles and a PvE activity in the form of Forbidden Forest. The aforementioned Hermione Granger deck should work well in all modes.
George Weasley i Hermiona Granger /Jamie/ - Fred, George! Ile razy wam mówiłam żebyście nie eksperymentowali ze swoimi gadżetami w domu?! – krzyczała Molly Weasley, kiedy z pokoju dwóch rudych bliźniaków dało się słyszeć głośne wybuchy. Niepokoju dodawał kolorowy dym unoszący się w całym domu i sączący przez otwarte okna. Był ciepły, sierpniowy dzień. Harry i Hermiona już przyjechali do Weasleyów żeby kilka dni później dostać się razem na peron 9 3/4 . Krzyki pulchnej kobiety rozniosły się echem po całej okolicy, budząc wszystkich domowników. Jednak byli do tego przyzwyczajeni, więc z braku lepszej opcji, wstali, ubrali się i zeszli na dół na już przygotowane śniadanie. Rona z nimi nie było. Musiał wyjechać na kilka dni do swojej starej ciotki, aby pomóc jej w wielkim odgnamianiu ogrodu. Pospiesznie zasiedli do stołu i w ciszy spożywali swoje posiłki dopóki nie usłyszeli charakterystycznego trzasku. Chwilę później w kuchni zmaterializowali się bliźniacy. Ich matka podskoczyła i pospiesznie się odwróciła. Twarz kobiety była teraz koloru jej rudych włosów. - Dosyć tego! To, że możecie używać magii poza szkołą nie znaczy, że macie machać różdżkami na prawo i lewo! Siadajcie do stołu i jedzcie. – Ostatnie zdanie dopowiedziała już spokojniej, bo dało się dostrzec, że zaczyna brakować jej sił na wychowanie dzieci. Samo zamartwianie się o wszystkich bliskich było dla Molly gehenną. Kiedy chłopcy zasiedli do stołu, od razu zrobiło się głośniej i weselej. George zawsze potrafi rozbawić. Pomyślała Hermiona siedząca naprzeciwko niego. Po tylu latach znajomości bez problemu rozpoznawała, który jest który. Fred był miły, ale myślał tylko i wyłącznie o zabawie, Quidditchu i szybkim zakończeniu szkoły. A George? Był inteligentny, zabawny i pociągający. Rysy jego twarzy były ostrzejsze niż u brata, choć nieznacznie. I te czekoladowe oczy, tak bardzo podobne do jej własnych. Był jedyną osobą, u której dostrzegała te tańczące iskierki. W pewnym momencie chłopak podniósł na nią wzrok i uśmiechnął się zaczepnie. Jakby od początku wiedział, że Hermiona go obserwuje. - Jestem aż taki przystojny? – spytał żartobliwie a dziewczyna lekko się zarumieniła. - Daj spokój, George. Wszyscy wiedzą, że to ja jestem tym przystojniejszym bliźniakiem. – odpowiedział Fred zanim Hermiona zdążyła palnąć jakąś głupotę. Nie zawsze myślała tak o George’u. To zaczęło się, kiedy związała się z Ronem. Drażniła ją zaborczość i zazdrość rudzielca. Nie mogła nawet rozmawiać z kolegami z Ravencalwu w bibliotece, bo chłopak myślał, że go zdradza. Ale co miała zrobić? Zerwać z Ronem i pobiec do jego starszego brata? Rozważania przerwał jej głos pani Weasley. - Kochani, taki piękny dzień a wy jeszcze tu jesteście? W schowku są miotły, pograjcie w Quidditcha na powiedziała a grupa nastolatków ochoczo się poderwała i pobiegła po sprzęt. W tyle usłyszeli jeszcze - Tylko nie za wysoko, Fred! Znów zobaczy cię sprzedawca z pobliskiej wsi i ojciec będzie musiał modyfikować mu pamięć. ~*~ Podzielili się na dwie drużyny : Ginny, Harry i Hermiona, Fred oraz George. Nie było tajemnicą, że najsłabszym graczem była Hermiona. Mimo wszystko bawili się wspaniale. Wiatr wiał im we włosy, słońce parzyło plecy, ptaki śpiewały, a oni pokazywali najróżniejsze akrobacje na miotłach, tracąc kompletnie poczucie czasu. Po kilku godzinach przestali nawet liczyć punkty, a gdy złoty znicz uciekł im do lasu, postanowili zakończyć grę .Na dole zauważyli Rona, który przyglądał się ich wyczynom. Kiedy Hermiona zamierzała wylądować żeby się z nim przywitać usłyszała tylko czyjś przytłumiony głos. - Uważaj ! – coś mocno uderzyło dziewczynę w tył głowy. Poczuła tylko, że puszcza trzonek miotły i dryfuje w powietrzu. Chwilę później poczuła zapach trawy i całkiem osunęła się w ciemność. ~*~ - Myślicie, że nic jej nie będzie? – Hermiona powoli zaczęła otwierać oczy. Uderzyły ją pomarańczowe promienie zachodzącego słońca. Nim zdążyła pomyśleć na szyję rzuciła jej się rudowłosa dziewczyna, którą Gryfonka delikatnie od siebie odsunęła i spojrzała w jej załzawione oczy. - Przepraszam, ale kim ty jesteś? – spytała a Ginny otworzyła usta w niemym krzyku. To samo zrobiła reszta obecnych. – Kim ja jestem? I gdzie jestem? - O Boże.. – szepnęła pani Weasley i razem z mężem ruszyła do kuchni żeby spróbować znaleźć sposób na przywrócenie pamięci Gryfonki. - Miona, naprawdę nas nie pamiętasz? – spytał Ron i chciał ją objąć, ale ta szybko się odsunęła kiwając energicznie głową. W pewnym momencie spojrzała na wyraźnie skonsternowanych bliźniaków. Jeden z nich uważnie się jej przyglądał. - Jak masz na imię? - George. - George. – powtórzyła dziewczyna i mocno się zamyśliła. – Pokażesz mi tą okolicę? Wszyscy spojrzeli po sobie z nieukrywanym zdziwieniem, ale nic nie powiedzieli. Nie chcieli żeby Hermiona poczuła się osaczona albo żeby się wystraszyła i jeszcze uciekła. - Hm, jasne. A możesz już chodzić? – spytał troskliwie i podał jej rękę. Wstała bez większych trudności, ale nie puściła dłoni chłopaka. Ron patrzył na to wszystko z nieukrywaną zazdrością. - Nie zapominaj, że to moja dziewczyna. – mruknął a Gryfonka się odwróciła. - Słucham? - Jesteśmy razem, Miona. Tego też nie pamiętasz? - Nie. I wybacz, ale nie chcę żebyś traktował mnie jak swoją własność. – warknęła marszcząc brwi i pociągnęła za sobą George’a. Chłopak pokazał jej wszystkie pokoje w domu, ogród a do tego zdążyli obejrzeć zachód słońca na jednym z wyższych wzgórz, niedaleko Nory. - Naprawdę jestem jego dziewczyną? – spytała a rudzielec odwrócił głowę w jej stronę. Od razu wiedział, o co chodziło. Patrzył na jej nieskazitelną twarz, piękne puszyste włosy, pełne malinowe usta, błagające o pocałunek a gdy ona przeniosła na niego swój wzrok, trochę go zatkało. Starał się nie myśleć o swojej sympatii do tej dziewczyny, bo przecież była z jego bratem, prawda? Idealna. Pomyślał i szybko się otrząsnął. Choć nie bez trudności. - No tak, od jakiegoś czasu jesteście razem. - Hmm. – zapanowała chwila ciszy. Jednak nie tej niezręcznej. Tej najwdzięczniejszej i najpiękniejszej zarezerwowanej tylko dla ludzi, którzy wiedzą o sobie wszystko. – A co mi się stało? George westchnął i opowiedział Hermionie jak grali w Quidditcha i że kiedy chciała wylądować uderzył ją tłuczek. - Spałaś przez dwa dni. Baliśmy się, że się nie obudzisz. – powiedział prawie niedosłyszalnie i ukrył twarz w dłoniach. - Mam wrażenie, że znam cię od zawsze, George. – szepnęła mu do ucha i położyła głowę na jego ramieniu. Poczuł jak przyjemny dreszcz wstrząsa jego kręgosłupem. Nie był w stanie dłużej się powstrzymywać. Musiał wyrzucić z siebie wszystkie emocje. - A ja od zawsze cię kocham, Hermiono. – powiedział i nie zważając na zdziwienie w oczach dziewczyny ujął jej twarz z dłonie i namiętnie pocałował. A ona? Jak w amoku oddawała wszystkie pocałunki. Nawet nie zauważyła, kiedy zaczęła rozpinać mu koszulę. ~*~ Obudzili się o świcie, gdy blade promienie ogrzewały ich młode ciała. Spojrzeli sobie w oczy i uśmiechnęli. Nie przeszkadzało im to, że ich ubiory są niekompletne. Ważne było to, że w końcu mogli być razem. - George. – szepnęła dziewczyna i opuściła wzrok. – Muszę ci coś powiedzieć. - Słucham. – powiedział spokojnie, podpierając głowę na dłoni i gładząc jej policzek. - Ja nigdy nie straciłam pamięci…
Implied Hermione Granger/Harry Potter - Relationship. Ivan Tesla (Harry Potter)/ Jean Leroy (Hermione Granger) Laertes/Dove. Male!Hermione Granger/Harry Potter. minor Hermione Granger/Harry Potter - Relationship. One Sided Harry/Hermione. one-sided Hermione Granger/Harry Potter - Relationship.
Chapter Text Hermiona obserwowała kapitanów drużyny quidditcha — Draco Malfoya, Cormaca McLaggena, Rogera Daviesa i Cedrica Diggory'ego — jak gromadzili się u stóp stołu Slytherinu. Przewróciła oczami i napełniła szklankę drugą porcją soku dyniowego.— Nie mogę w to uwierzyć. Nie jestem zaskoczona, że McLaggen się na to zdecydował, ale myślałam, że Davies jest mądrzejszy.— Daj spokój, Hermiono — powiedziała Lavender, unosząc małe lusterko, żeby poprawić błyszczyk. — To tylko dla zabawy. Znasz dziewczyny, podają nazwiska, bo chcą.— To śmieszne i przestarzałe.— To tradycja. Każdy kapitan otrzymuje buziaka na szczęście od dziewczyny z innego domu. Nie musi to być przecież okazały pocałunek. Nie rozumiem, dlaczego tak się tym przejmujesz. Pozwól nam, dziewczynom, dobrze się bawić. Chcemy tego. Wiesz, liczę na Cedrica, ale nie pogardzę też tym czasie Blaise Zabini wspiął się na stół Slytherinu, a Lavender pisnęła podekscytowana, szturchając Hermionę w ramię.— Spójrz! Zaczynają!Blaise trzymał szklany słój wysoko nad stołem.— Młoda kobieta, która da jednemu z naszych kapitanów pierwszy pocałunek na szczęście w tym sezonie to —Stuknął różdżką w słoik i złapał kartkę pergaminu, która wyleciała na zewnątrz. Odstawił słoik, by przeczytać widniejące imię.— To jakiś żart, prawda?Draco przerwał rozciąganie się w połowie i spojrzał z uniesioną brwią na Blaise'a.— Co, jakiejś pierwszoklasistce udało się podrzucić swoje imię? Wyrzuć to, znasz zasady. Tylko odwrócił pergamin, spojrzał na pusty tył, przeczytał przód jeszcze raz i zszedł ze stołu, by pokazać pergamin przed oczami Draco.— Kurwa, żartujesz sobie ze mnie — powiedział Draco.— Minus pięć punktów dla Slytherinu za język — odezwała się automatycznie czterej kapitanowie odwrócili się, jak jeden byk, by na nią spojrzeć.— Granger — warknął Draco, wyrywając Blaisemu kartkę. Stanął tuż przed stołem Gryffindoru i potrząsnął nieszczęsnym pergaminem przed jej twarzą. — Co to jest?— Wygląda na to, że to coś z tej głupiej gry. — oznajmiła Hermiona. — Choć nie ukrywam, że może być to również ośmiornica, a może jednak agrafka? Uwierz, łatwo je zwęził oczy i zrobił krok bliżej. Ślizgon trzymał pergamin w obu dłoniach tak, że pismo było skierowane w jej stronę. Hermiona Granger — O nie — wypaliła wystąpił naprzód, szturchając przy tym Draco w bok.— Spokojnie, bez paniki, ja się tym zajmę. Granger — powiedział z szerokim uśmiechem. — Zasady mówią, że powinnaś pocałować kogoś z innego domu, ale oszczędzę ci tego. Inni kapitanowie nie będę mieli z pewnością nic przeciwko, zrobimy mały wyjątek.— Bardzo zabawne — stwierdziła, wpatrując się w niego i zakładając ręce na zamrugał, obie ręce miał szeroko rozstawione, a jego twarz była obrazem niewinności.— Nie wiem o czym...— Próbujesz zwrócić na siebie moją uwagę, odkąd zaczął się semestr — powiedziała Hermiona. — Nieustannie mnie śledzisz, stoisz za mną, kiedy tylko nadarzy się okazja, "tajemniczym" sposobem znajdujesz się w bibliotece, kiedy się tam uczę, "przypadkowo" jesteś również na korytarzu przed łazienką prefektów, kiedy się myję. Myślałam, że dałam ci jasno do zrozumienia, że nie jestem tobą policzkach Conora pojawił się wściekle czerwony kolor. W całej tej ciszy panującej dookoła, dało się usłyszeć kilka parsknięć, gdy coraz więcej uczniów zwracało swoją uwagę na odbywające się obok nich przedstawienie.— Wiesz — wypalił wstała i zręcznie wygładziła dłońmi przód swojego swetra, gdy chodziła wokół stołu.— Niby co myślałeś, że się stanie? Sądziłeś, że będę wdzięczna za to, że bezinteresownie uratowałeś mnie przed jednym z trzech pozostałych kapitanów? I pewnie wydawało ci się, że niczego się nie domyślę, że nie będę podejrzewać, że ty za tym stoisz?Cormac zacisnął zęby, a jego oczy się zwęziły.— Odrobina zabawy nikomu nie zaszkodzi — powiedział. — Mogłabyś uniosła podbródek.— Wolałabym pocałować ropuchę, aniżeli ciebie. Pocałowałabym najpierw kałamarnicę, zanim pocałowałabym ciebie. Pocałowałabym nawet Krwawego Barona, ale z pewnością nie ciebie.—Chwila — uciął Cormac z warknięciem, gdy Draco wybuchnął śmiechem. —Masz jakiś problem, Malfoy?Draco przystanął obok Hermiony.— Jeśli to nie jest wystarczająco jasne, to nie wiem, co jest. Granger nie wpisała swojego nazwiska, McLaggen. Nie jest częścią gry i nie zamierza nikogo całować. Odpuść, niech Zabini wylosuje kogoś innego, daj jej przypatrywała się Cormacowi z zaciśniętą szczęką, po chwili przeniosła wzrok na Draco.— Nie przypominam sobie, żebym powiedziała, że nie będę nikogo by się mogło, że powietrze nagle zgęstniało. Jakby wszyscy obserwujący wstrzymali oddech w tym samym momencie. Hermiona skubała rękaw swojego swetra, czując ciężar spojrzeń, ale mimo wszystko zrobiła krok bliżej Draco.— Znasz zasady — rzekła swoim najsubtelniejszym głosem — Moje imię wypadło ze słoika. Pocałunek na szczęście dla kapitana drużyny, prawda?Draco uniósł jedną brew, patrząc na nią z góry.— Tak, to jest...ogólna idea.— W takim razie kapitan otrzyma ode mnie odwrócił się, by spojrzeć na Rogera i Cedrica, ale Hermiona powstrzymała go, kładąc palec na węźle jego krawata. Zamilkł, jego jabłko adama podniosło się i opadło, gdy przełknął. Powoli odwrócił się, by na nią spojrzeć.— Ty nie —— Zrobię to — oznajmiła — Pocałuję kapitana, to mój wybór. — Zerknęła obok na Cormaca. — I nie będzie to obie dłonie wokół karku Draco, przyciągnęła go do siebie i przysunęła swoje usta do jego. Jej usta były rozchylone, bolała ją szyja od unoszenia wyżej głowy, a do tego pochylała się pod niezręcznym kątem. Wszystko było nie tak. To był okropny wtedy Draco wydał z siebie ciche warknięcie, objął ją obiema rękami i przyciągnął do siebie. Jego głowa przechyliła się, a usta przesunęły się i...Och, pomyślała, gdy jej serce stanęło. Och, to było — tak, zacznie, o wiele wspięła się na palce, jedną rękę wsunęła w miękkie włosy Draco, drugą oparła na jego ramieniu. Ślizgon rozłożył dłonie na jej plecach. Znów wydał ten miękki, delikatny dźwięk i mocniej przycisnął się do jej zapomniała o oddychaniu. Nawet przez szaty, sweter i koszulę czuła ciężar rąk Draco na swoich plecach. Czuła powolne ruchy jego palców, które zaginały się i ugniatały wzdłuż kręgosłupa. Jego włosy były aksamitne, klatka piersiowa twarda, a usta Draco rozchyliły się, czubek języka musnął jej usta, a wtedy Hermiona szarpnęła się do tyłu. Wpatrywała się w niego, patrzyła w szare oczy, które przybrały ciemniejszy odcień, a blada skóra stała się zaróżowiona. Dźwięk powoli wdzierał się do środa, wypełniając świat, który do tej pory był tylko biciem jej serca i cichymi odgłosami, które wydawał. Hermiona słyszała gwizdy, tupanie i była w stanie oderwać oczu od Draco. Stała tam, obserwując go z palcami przy ustach, dopóki on sam nie oblizał warg i nie podniósł podbródka do góry.— To powinno załatwić sprawę — mruknął szorstkim pisnęła. Cofnęła się, ponownie pisnęła i wybiegła z sali. Opowiadanie inspirowane rysunkiem Dralamy.
Emma Watson (Hermione Granger) After Harry Potter came to an end in 2011, the British actress took on roles in My Week with Marilyn (2011), The Perks of Being a Wallflower (2012) and The Bling
obejrzyj 01:38 Thor Love and Thunder - The Loop Czy podoba ci się ten film? Orle GniazdoUwaga! Ta strona zawiera spoilery związane z fabułą filmu Fantastyczne zwierzęta: Tajemnice Dumbledore'a. Jeśli jeszcze nie oglądałeś/aś filmu i nie chcesz poznawać szczegółów jego fabuły przed obejrzeniem, zalecamy wyjście z tego artykułu. Orle Gniazdo (znane też jako Sędziowska Komnata Antycznych Czarodziejów lub Eyrie, ang. Magisterial Chamber of Ancient Wizardry) — magiczne miejsce, z którego widoczna była okoliczna czarodziejska wioska[3]. Znajdowało się w Bhutanie. Eyrie służyło jako siedziba Najwyższego Szychy Międzynarodowej Konfederacji Czarodziejów[2] oraz miejsce wyboru nowej osoby na ów stanowisko[1]. W serii[] W 1932 roku w Orlim Gnieździe odbyła się ceremonia przejścia qilina, która miała za zadanie wybrać nowego Najwyższego Szychę. Albus Dumbledore i jego zwolennicy udali się tam przy pokoju świstoklika, który znajdował się w Pokoju Życzeń[1]. Grindelwald wypowiada wojnę mugolskiemu światu Podczas ceremonii Grindelwald korzystając z pomocy fałszywego qilina został ogłoszony nowym Najwyższym Szychą. Po wyborze ogłosił on, że jego wojna z mugolami zaczyna się dziś, a następnie zaczął torturować niemaga, Jacoba Kowalskiego, za to że ten zakochał się w czarownicy oraz usiłował przeprowadzić zamach na jego życie, z czego drugi zarzut był fałszywy. Intryga Gellerta została jednak zdemaskowana, a Najwyższym Szychą została ostatecznie Vicência Santos, która wcześniej udowodniła, że ma dobre serce, ściągając ukradkiem klątwę z Jacoba, podczas gdy Grindelwald uczestniczył w dyskusji z Newtem na temat qilinów. Potem Grindelwald próbował zabić Credence'a, gdyż też go zdradził poprzez potwierdzanie słów Skamandera. W jego obronie stanęli jednak Albus i Aberforth. Wówczas złamane zostało również braterstwo krwi zawarte przez Albusa i Gellerta, co zezwoliło im na krótki pojedynek, który zakończył się remisem. Na koniec inni czarodzieje próbowali zaatakować Grindelwalda, ale ten się przed nimi skutecznie obronił, po czym odszedł, na odchodne twierdząc, że nie jest ich wrogiem[1]. Występowanie[] Fantastyczne zwierzęta: Tajemnice Dumbledore'a Fantastyczne zwierzęta: Tajemnice Dumbledore'a. Scenariusz oryginalny Fantastic Beasts: The Secrets of Dumbledore: Movie Magic Przypisy ↑ 1,0 1,1 1,2 1,3 1,4 1,5 Fantastyczne zwierzęta: Tajemnice Dumbledore'a ↑ 2,0 2,1 Artykuł o rysunach Minalimy na Wizarding World ↑ Fantastic Beasts: The Secrets of Dumbledore: Movie Magic
Hermione Granger mentioned having successfully cast "a few simple spells" upon learning that she was a witch and before her first year at Hogwarts, but apparently she was not given a warning. Of course, this was probably because underage magic warnings only apply to Hogwarts students.
Wszyscy teleportowali się na Grimauld Place do salonu .Tam przywitał ich Syriusz i inni członkowie Zakonu Feniksa. -Widzicie,ale może zabraknąć jednej sypialni-oznajmił uprzedzić. -No, tak,ale może najpierw opowiemy Ci o co chodzi , co .?-stwierdził Harry. -No to o co chodzi.? -Bo rodzice Hermiony nie żyją,a ona się dowiedziała,że jest córką Riddle i musi spędzić święta u Malfoy' się połapałem ,że skoro żadnej sprawy nie było to ona nie ma żadnych opiekunów i może robić co chce. -Harry to nie jest nie odbędzie się sprawa w Ministerstwie to ona musi robić co jej każe jej opiekun czyli Dumbledore. -Tak tylko ,że on też nie chciał,żeby ona spędziła święta u nich tylko ze mną,ale ja miałem przyjechać do ciebie to zabrałem ją ze za tym Dumbledore chciałby żeby jego chrześnica spędziła święta z Zakonem . -Jak to ,chrześnica.? -No tak to .Dumbledore jest ojcem chrzestnym Hermiony .To może zostać,proszę .? -No może,ale co z sypialnią dla niej .? -Będzie spać ze mną. -Dobrze,to idźcie na górę i czekajcie na kolację. -OK. Harry złapał bagaż Hermiony i swój i zaprowadził dziewczynę do drzwi i odłożył kufry obok do okna .Hermiona siedziała na szerokim ją za rękę i pocałował. -Harry,może ja jednak pojadę do babci,co .?-zapytała smutno Hermiona odklejając się od chłopaka. -A czemu.? -Bo nie jestem mile widzianym gościem. -Nie mnie to ty byś mogła ze mną zamieszkać i na pewno zamieszkasz. -Jesteś kochany,ale nie bedę Ci się walić na głowę. -Jesteś dla mnie najważniejsza i nawet nie mów,że walisz mi się na głowę. -Na prawdę.? -Tak. Kocham Cię pod słońce. -Ja ciebie też. -To teraz się nie smuć,dobrze.? -Okey. -Ty śpisz na łóżku,a ja coś sobie przyniosę. -Nie mógłbyś spać ze mną.? -Mogę,ale jak dasz mi buziaka. -Stoi. Para zatopiła się namiętnym pocałunku .Trwał on 15 minut i może gdyby nie Syriusz. -Zejdźcie na kola...Przepraszam. -Nie, się nie stało-powiedział pewnie Harry. -Zejdźcie na dół. -Już idziemy. Hermiona chciała zejść do kuchni,ale Harry był dziewczynę na ręce i zaniósł na Hermiona wyrywała się i krzyczała on jej nie kuchni posadził ją na jednym z krzeseł i usiadł obok. -Harry,ja mam własne nogi i nie musisz mnie znosić na dół-narzekała Hermiona. -Oj Cie nosił tak czy siak-oświadczył Harry po czym złożył na ustach Hermiony pocałunek. -O widzę,że nasza kochana parka spędza jednak święta razem-przerwał im głos pewnego rudowłosego chłopaka. -Co Ty tu robisz,Weasley.?-oburzył się Harry. -Moi rodzice są w Zakonie. -Miałeś jechać do Malfoy'a. -Taa,ale rodzice się nie zgodzili. -A szkoda. -Po raz pierwszy się z Tobą tam Riddle.? -Wal się .!-krzyknęła Hermiona, wstała i chciała uciec,ale w drzwiach spotkała Syriusza. -Ej,co jest .?-zapytał zatroskany tuląc i opowiesz,okey.?-Hermiona kiwnęła głową i usiadła na poprzednim miejscu .-O co chodzi,że wy się tak nie cierpicie.? -Bo on nazywa mnie Riddle . -Tylko to .? początku roku razem z Malfoy'em dolał mi eliksiru przymusu do soku i kontrolowali przez trzy miesiące .Kazali mi chodzić z Weasley'em i ignorować Harry'ego. -A powiedziałaś Dumbledore'owi.? -No, mu powiedzieć,ale mu po świętach. -Może teraz to już za późno,ale jak jeszcze raz Ci coś zrobią to mu o tym powiedz. -Malfoy się wczoraj do niej dobierał -dodał dziś w pociągu pytał ile bierze za szybki numerek. -Powiedz,że nie zrobiłeś nic głupiego-przestraszył się Syriusz. -Tylko złamałem mu nos. -Coś ty najlepszego narobił .? -No,co .?Sam powiedziałeś,że jak ktoś Ci obraża przyjaciół to w nos,ale nigdy nie magią. -Tak jeśli nie da się tego załatwić inaczej. -Z nim się nie da . -Jesteście spakowani .? -No tak . -Idźcie teraz wszyscy po kufry. -Po co .? -Idźcie .!Molly,musimy się teleportować do Nory.! -O co chodzi .?-zapytała zaskoczona pani Weasley. -Harry złamał nos młodemu Malfoy'owi. -Matko boska.! Wszyscy mieszkańcy Grimauld Place 12 teleportowali się do Nory. Tam każdy zajął jeden pokój .Chodź dom był mały,miał 20 były one takie jak w Kwaterze Głównej ale były dość duże,żeby się zajął pokój obok pokoju sam w swoi pokoju i rozmyślał dlaczego musieli się teleportować tutaj. Drzwi się uchyliły i do środka weszła na łóżku obok Harry'ego. -Stało się coś.?-zapytała troskliwie patrząc na smutną twarz ukochanego. -Nie, nic sie nie stało. -Przecież było Cie na kolacji. -To moja się teraz do mnie nie odzywa. -Ja się odzywam. -Tylko moja wina. -Ale co ,Harry.? -Śmierciożercy na Grimauld Place. -Skąd wiesz.? -Syriusz mi na mnie wściekły,że z chęcią by mnie zabił. -Wcale sie o Ciebie martwi. Nawet jak jest zły to mu przejdzie. -Wracam dzisiaj do Hogwartu. -Co.?! -Wracam do Hogwartu. -Słyszałam,głucha nie ,że się tylko przesłyszałam. -Nie,nie przesłyszałaś tutaj zostań. Wróce po Ciebie 30-tego. -Co.?!Nie możesz mnie zostawić!Miałeś się mną opiekować. -Będę i dlatego przyjadę po Ciebie 30-tego. -Zostań,proszę. mnie tu nie tylko problemem .Tak będzie najlepiej. -Jesteś egoistom!-krzyknęła Hermiona i wybiegła z pokoju Harry' uciec do swojej sypialni chciała pośpiesznie znaleźć Syriusz. Weszła do stała tylko pani Weasley. -Potrzebujesz może czegoś.?-zapytała Molly patrząc na zapłakaną Hermione. szybko Syriusza. -Jest w ogrodzie. Hermiona podziękowała i wybiegła do ogrodu. -Syriusz,musimy pogadać-krzyknęła. -O czym.? -O Harry'm. -Coś z nim nie tak.? -No chce wyjechać do Hogwartu,bo myśli,że nikt go tu nie chce. -Przecież to nie prawda. -Mówiłam mu,ale on jest uparty jak ty z nim porozmawiać.? -Jasne. Syriusz i Hermiona weszli do pokoju Harry' siedział z głową ukrytą w została na prośbę Syriusza przed podszedł do chrześniaka i wziął od niego poduszkę. -Udusisz się jak tak będziesz robić-rzekł z nutą żartu w tonie. -No to .?Nikt się nawet tym nie mnie. -Harry,co ty wygadujesz.?-tym razem Syriusz powiedział to z mógł zrozumieć dlaczego Harry tak w ogóle pomyślał. -Mówię,że jak bym zmarł to nikt by się tym nie przejął. -Harry nie mów głupot. -Ale to tylko mnie są same kłopoty.
This Hermione Granger plot cut from the films. If you have read the Harry Potter books, and more specifically the fourth part entitled The Goblet of Fire where the young wizard with round glasses is forced to participate in the Triwizard Tournament, you have probably noticed that a plot with Hermione Grande does not was not adapted for cinema.
Fandom: Harry Potter Pairing/postacie: Fremione, Hermiona Granger i Fred Weasley Rodzaj: miniaturka, one-shot ~ Miłość to re­zyg­nacja z pa­nowa­nia nad włas­nym losem. Hermiona westchnęła cicho, kładąc się na kanapie w swoim mieszkaniu. Nie miała siły, aby wstać i zrobić sobie kolację, więc leżała tylko, patrząc się beznamiętnie w sufit. Prawie każdy dzień wyglądał tak samo. Jej życie stało się strasznie monotonne odkąd dwa lata temu przyjęła posadę w Ministerstwie Magii. W bardzo szybkim czasie, dzięki swoim niezwykle rozwiniętym umiejętnościom magicznym, a także rzetelnemu wypełnianiu swoich obowiązków, została szefową swojego wydziału. Bardzo ją to cieszyło, była z siebie dumna, jak nigdy wcześniej. Ciężko pracowała, aby osiągnąć swój sukces. Ale z czasem jej praca przestała ją cieszyć. Nie wiedziała nawet, kiedy to się zmieniło, ale miała już dość ślęczenia przed biurkiem. Każdego dnia zwlekała się z łóżka i szła do Ministerstwa z kwaśną miną. Na miejscu siadała w swoim czarnym, skórzanym fotelu i z niecierpliwością wyczekiwała obiadu, aby spotkać się z Harrym i Ronem. Poza tym od jakiegoś czasu czuła, że stanęła w miejscu. Od wojny minęły cztery lata, a Harry i Ginny już spodziewali się swojego pierwszego dziecka. Ron planował ślub ze swoją narzeczoną Parvati Patil. Luna razem z Rolfem, synem Newta Scamandera, sławnego zoologa, wybierała się w kolejną podróż do puszczy tropikalnej. Tylko ona była sama, pomijając oczywiście Krzywołapa, który i tak zresztą miał chyba bardziej interesujące życie od niej. Potrafił znikać na całe dni, a potem wracać i jak gdyby nigdy nic siadać sobie na puchatym białym dywanie tuż obok jej łóżka. Na szczęście następnego dnia była sobota, więc Hermiona mogła sobie poleniuchować w łóżku trochę dłużej. Dopiero o godzinie dziesiątej, wstała, aby dać miauczącemu zawzięcie Krzywołapowi karmę z wątróbką, którą tak lubił. Następnie zrobiła sobie jajecznicę i usiadła wygodnie przy stole, drugą ręką, trzymając wczorajszego Proroka Codziennego. Nie było to już to samo pismo, co jeszcze przed wojną. Teraz była to rzetelna gazeta, gdzie informacje sprawdzano dwa razy, zanim je w niej umieszczono. Wszystko głównie za sprawą Seamusa Finningana, który został zatrudniony jako jej nowy główny redaktor. Naprawdę świetnie się spisał, robiąc z kłamliwego szmatławca naprawdę dobrą gazetę. Hermiona czytała właśnie o kolejnej świetnej akcji Aurorów pod wodzą Harry'ego Pottera i Ronalda Weasleya, którzy schwytali ukrywających się od paru lat Rosiera i Yaxleya. Oboje czekali właśnie na wyrok Wizengamotu, ale i tak jasne było, że trafią do Azkabanu, w którym dzięki Kingsley'owi, nie było już dementorów. Nikt nie sprzeciwiał się decyzji Shackebolta, który był obecnie Ministrem Magii. Wiele osób doświadczyło na własnej skórze do czego zdolni są dementorzy. Na kolejnej stronie widniało kilka reklam, w tym jedna wielka, błyskająca i strasznie rażąca w oczy, informująca o zniżce w Magicznych Dowcipach Weasleyów. Hermiona pokręciła z lekkim uśmiechem głową, wyobrażając sobie jakie muszą być teraz kolejki w sklepach bliźniaków. Zaczęła właśnie czytać o nowej książce Rity Skeeter, która wychodziła już za dwa miesiące, gdy usłyszała stukanie dochodzące zza okna. Podniosła wzrok i ujrzała sowę z listem przywiązanym do nóżki. Natychmiast zerwała się z krzesła i popędziła, aby otworzyć okno. Jej sąsiadka, pani Mureflow widziała ostatnio delegację sów, która przyleciała do Hermiony i bardzo ją zainteresował ten niezwykły widok. Na szczęście Granger szybko się o tym zorientowała i rzuciła zaklęcie, dzięki czemu starsza kobieta zapomniała o sowach z listami przyczepionymi do nóżek. Hermiona nawet nie chciała myśleć o tym ile miałaby roboty, gdyby pani Mureflow rozpowiedziała o tym na całym osiedlu. Brązowa puchata sowa napiła się wody i dopiero wtedy pozwoliła Hermionie odwiązać ze swojej nóżki list. Granger otworzyła go z zaciekawieniem. Nie spodziewała się niczego z pracy, a u Molly i Artura była tydzień wcześniej. Norę opuściła z torbą wypchaną jedzeniem, które śmiało mogło wystarczyć jej na całą zimę. Z Ginny spotykały się, kiedy kiedy tylko mogły, a praktycznie cały urlop Hermiony spędziły na odwiedzaniu różnych sklepów z dziecięcymi akcesoriami (kto by pomyślał, że coś takiego jest na Pokątnej?). Harry'ego i Rona widziała niemalże codzienne, więc oni też odpadali. Nadawcą listu okazał się Neville. Od roku nauczał w Hogwarcie i Hermiona rzadko kiedy miała okazję z nim porozmawiać. W liście pisał, że będzie tego dnia na Pokątnej i że gdyby miała czas, mogłaby wpaść na małe spotkanie. Granger bardzo się z tego ucieszyła. Neville'a zawsze uważała za dobrego przyjaciela. Ich więzy zacieśniły się jeszcze bardziej, gdy wróciła do Hogwartu, aby dokończyć ostatni rok nauki. Hermiona nastawiała się na to, że będzie samotna, w końcu Harry i Ron postanowili nie wracać do szkoły. Ale szukając wolnego wagonu w pociągu natknęła się na Lunę i Neville'a, którzy sprawili, że choć ostatni rok był inny niż poprzednie, to jednak zdecydowanie wspominała go z uśmiechem. Hermiona odpisała krótko, że będzie i uśmiechnęła się szeroko. Zdecydowanie poprawił jej się humor; wprost nie mogła doczekać się spotkania z przyjaciółmi i co chwilę spoglądała na zegarek. Zebranie się zajęło jej zaledwie kilka minut. Włosów nawet nie tykała, ponieważ wiedziała, że i tak nie da rady ich ujarzmić, a próby poprawienia swojej, według niej samej, miernej urody, za pomocą makijażu, kończyły się za każdym razem fiaskiem, więc nawet nie miało to sensu, aby zawracać sobie tym głowę. Pięć minut przed czternastą Hermiona teleportowała się niedaleko Dziurawego Kotła. Pomachała przyjaźnie do Svena, syna Toma stojącego za ladą i ruszyła w stronę przejścia na Ulicę Pokątną. Od razu została porwana przez tłum czarodziei. Z uśmiechem przypomniała sobie wszystkie uczucia jakie w niej wybuchły, gdy znalazła się na tej ulicy po raz pierwszy. Strach i przerażenie, zastąpiła powoli rosnąca ekscytacja oraz myśl, że to dzieje się naprawdę... że naprawdę jest czarownicą! Hermiona kupiła swoje ulubione śmietankowo-czekoladowe lody w lodziarni Fortescue i powoli ruszyła w stronę miejsca, gdzie miała się spotkać z przyjaciółmi. Była to mała herbaciarnia założona rok wcześniej przez Atenę Rowlock, prawdziwą miłośniczkę herbaty. W jej lokalu można było wypić wszystkie możliwe jej odmiany. Poza tym sam wystrój miejsca sprawiał, że chciało się tam siedzieć godzinami. Ściany były ozdobione ciemną brązową tapetą, stoły i krzesła choć drewniane, były bardzo wygodne, a w powietrzu unosił się cudowny aromat ziół. Po drodze Hermiona natknęła się na bliźniaków. Oboje ubrani w kurtki ze smoczej skóry pomachali energicznie w jej stronę, dając jej tym samym znak, aby na nich poczekała. Granger ze śmiechem patrzyła, jak popychając się, biegną w jej stronę. - Macie dwadzieścia dwa lata i wciąż zachowujecie się jak dzieci - skwitowała ze śmiechem, kiedy wreszcie do niej dotarli. Fred położył jej rękę na ramieniu. - To chyba dobrze Hermiono, w ten sposób będę wiecznie młody - powiedział z szerokim uśmiechem. Granger wywróciła oczami i strzepnęła ze swojego ramienia jego rękę. A Fred i George tylko zachichotali. Na miejscu byli już Neville, Harry, Ron i Ginny. Pozostało im czekać już tylko na Lunę, która zjawiła się jakieś pięć minut później. - A gdzie Rolf? - zapytał z ciekawością Harry. Lovegood machnęła ręką. - Chodzi gdzieś ze swoją siostrą Rowan po Pokątnej i robi za tragarza. W przeciągu ponad trzech godzin każdy z nich wypił przynajmniej trzy szklanki różnego rodzaju herbat. Hermionie najbardziej posmakowała pu-erh, której picie w czasach dynastii Tang było przywilejem cesarza. Rozmowy całej grupki toczyły się wokół dosłownie wszystkiego. Rozmawiali o kolejnych odnowionych budynkach, nowej książce Rity Skeeter... W końcu jednak temat zszedł na ich pracę i Hermiona zamilkła. Każdy z nich był zadowolony z tego co robi, nawet Ginny, która pomimo ciąży wciąż pisała teksty do kolumny sportowej Proroka Codziennego. Najbardziej był chyba jednak Neville, który pracował w Hogwarcie jako nauczyciel Zielarstwa. Mówił właśnie o tym, że Minerwa McGonagall poszukuje kogoś nowego na stanowisko profesora Obrony Przed Czarną Magią. - Ale przecież jest już początek października - powiedział zdziwiony Ronald. - Kto ich teraz uczy? - McGonagall, przynajmniej część klas. Drugą wziął Flitwick - odparł Neville. - Nikt nie chce przyjąć tej posady, choć profesor Famida uczyła przez cztery lata. To więcej niż ktokolwiek inny od kilkudziesięciu lat. W tej właśnie chwili Hermiona wyłączyła się. Kiedyś myślała nawet o pracy w Hogwarcie, ale tak bardzo chciała zająć dobre stanowisko w Ministerstwie, że kompletnie o tym zapomniała. Ale teraz... Chciała coś zmienić w swoim życiu, a rozpoczęcie pracy w Hogwarcie mogło być jedną z tych zmian. - Jesteś jeszcze z nami? - zapytał Fred, klepiąc ją lekko w ramię. Wszyscy spojrzeli na Hermionę uważnie. - Tak, ja, hm... zamyśliłam się, to wszystko - mruknęła szybko, biorąc łyk herbaty. Chyba tylko Fred nie dał się zbyć tą odpowiedzą, ale nie drążył dalej tematu. Jednak gdy zbierała się do wyjścia, Weasley wziął kurtkę i poszedł z nią mówiąc, że ją podprowadzi. - Daj spokój, Fred jestem dużą dziewczynką i dam radę sama iść - powiedziała. Rudzielec uśmiechnął się szeroko. - No cóż, to akurat WIDZĘ - mruknął, poruszając brwiami, co Granger skwitowała krótkim prychnięciem, choć oczy jej się śmiały. - Nie no, ja tylko żartuję, Hermiono. Daj spokój i mów o co chodzi. Coś cię ewidentnie trapi, a ja nie lubię, jak ładna dziewczyna się smuci - dodał po chwili. Hermiona próbowała go zbyć gadką o złym tygodniu, ale Fred nie uwierzył jej tak łatwo. Opuścili Pokątną, a Granger opowiedziała mu o swojej pracy. Weasley nie przerwał jej ani razu, a gdy skończyła, zaczął ją nawet namawiać, aby spróbowała nauczać w Hogwarcie. - Możesz mówić co chcesz, ale jesteś świetną nauczycielką, nigdy nie zapomnę jak nauczyłaś mnie i George'a w jedno popołudnie kilku zaklęć na zaliczenie z OPCMu. Poza tym... żyje się tylko raz, prawda? Jeśli ci się nie spodoba, myślę, że w Ministerstwie i tak przyjmą cię z powrotem z szeroko otwartymi ramionami. I byliby głupi, gdyby tego nie zrobili w końcu jesteś naprawdę świetną czarownicą - zakończył z uśmiechem. Hermiona spojrzał na niego uważnie. - Jakieś to podejrzane Weasley, że jesteś dla mnie dzisiaj taki miły - mruknęła, mrużąc oczy. A potem oboje nagle wybuchli śmiechem, przypominając sobie, że dokładnie te same słowa Hermiona wypowiedziała w piątej klasie, gdy siedzieli razem w Pokoju Wspólnym Gryffindoru. Ten niespodziewany wybuch radości przerwała im jednak Angelina Johnson, która ubrana w czarną kurtkę i siwy komplet zaczęła zawzięcie machać w ich stronę. Hermiona szybko zrozumiała, że pewnie się umówili. - Dzięki za poprawę humoru, myślę, że rzeczywiście zastanowię się nad tą pracą - rzuciła w stronę Freda. Następnie przytuliła Angelinę, która zdążyła do nich dotrzeć i szybko zostawiła ich samych, mówiąc, że się spieszy do domu. Następnego dnia Hermiona teleportowała się do Hogsmead z cichym trzaskiem. Zawiadomiła McGonagall, że chce z nią porozmawiać, więc brama była otwarta. Jednak z każdym kolejnym krokiem była coraz mniej pewna. Może to był głupi pomysł? Może to tylko chwilowe? Może za jakiś czas wszystko powróci do normy? Kiedy stanęła wreszcie przed wejściem do gabinetu dyrektorki szkoły, miała ochotę stamtąd uciec. Przypomniała sobie jednak słowa Freda. Wzięła więc głęboki oddech i mruknęła hasło, które dostała od profesor Minerwy. Gargulec pilnujący wejścia odskoczył w bok, a Hermiona ruszyła po schodach na górę. Minerwa McGonagall siedziała przy swoim biurku, zapewne sprawdzając prace domowe uczniów. Jej pióro szybko śmigało po kartce i co jakiś czas kręciła głową z cichym westchnieniem. Na widok Hermiony przerwała pracę i uśmiechnęła się szeroko. - Witam, panno Granger - powiedziała, gestem, wskazując na fotel. Przez parę minut rozmawiały o nowym odkryciu Tebraxusa McKinnona, które zostało dokładnie opisane w czasopiśmie Horyzonty Zaklęć. A kiedy skończyły, Minerwa z uśmiechem zapytała, co ją do niej sprowadza. Hermiona wzięła głęboki wdech. Żyję się tylko raz, jak powiedział Fred. - Ja, pani profesor... Chciałabym objąć posadę nauczyciela Obrony Przed Czarną Magią. * * * To, że Hermiona Granger, do tej pory piastująca najważniejsze stanowisko w Departamencie Przestrzegania Magii, porzuciła pracę na rzecz nauczania w Hogwarcie, odbiło się dużym echem w czarodziejskim świecie. Hermiona nie dziwiła się im, nie na co dzień porzuca się tak dobrą posadę. Ale kiedy Granger opuściła Ministerstwo Magii, po rozmowie z Kingsleyem, czuła się wolna. Naprawdę wolna. Wszystkie obawy, niechęć, znużenie... zniknęły, a zastąpiła je radość i podekscytowanie. Przyjaciele byli zaskoczeni jej decyzją, ale bardzo ją w tym wspierali. Molly i Artur postanowili nawet urządzić dla niej małe przyjęcie w Norze. - Jeszcze nikt z mojej rodziny nie nauczał w Hogwarcie. Ty będziesz pierwsza, Hermiono - powiedziała dumnie pani Weasley przyciskając ją mocno do piersi. Granger uśmiechnęła się ze wzruszeniem, słysząc te słowa. W ten właśnie sposób, kilka dni później zjawiła się w Hogwarcie. Dziwnie było jej chodzić korytarzami zamku ze świadomością, że nie jest już uczennicą. Na szczęście miała przy sobie Neville'a, który był wprost zachwycony jej decyzją. Hermiona również cieszyła się z jego obecności, to że miała przyjaciela u swojego boku, było naprawdę pokrzepiające. Pierwszy dzień nauczabua, poszedł jej bardzo dobrze. Było oczywiście kilka osób, w większości ze Slytherinu, które jej przeszkadzały, ale odebranie im kilkudziesięciu punktów zdecydowanie zamknęło im buzie. Szczerze mówiąc, Hermiona nie spodziewała się, że tak bardzo spodoba jej się nauczanie. Ale rzeczywiście tak było. Od zawsze lubiła dzielić się wiedzą i teraz naprawdę to robiła. Jednak po miesiącu nauczania Hermiona na swojej drodze napotkała pewien problem. Chodziło bowiem o wynalazki Weasleyów. Nie było dnia żeby chociaż jeden uczeń nie wypróbował na jej lekcji jakiegoś ich gadżetu. A Bombonierki Lesera, mimo upływu lat, wciąż nie traciły na popularności. W piątek, tuż po lekcjach, Hermiona postanowiła wybrać się z Neville'em do Hogsmead. Jego dziewczyna, Hanna Abbott prowadziła pub pod Trzema Miotłami, więc oboje od razu skierowali się właśnie tam. Hermiona znała Hannę tylko z widzenia, jednak szybko doszła do wniosku, że jest bardzo miłą kobietą. Miała ładne blond włosy, niebieskie oczy i pyzatą buzię. Granger posiedziała z nimi trochę, póki się nie ściemniło. Kierowała się właśnie w stronę zamku, kiedy po drodze natknęła się na Freda. - Cześć, Hermiono! - zawołał wesoło na jej widok. Następnie zaprosił ją do sklepu Weasleyów, który razem z George'em otworzyli w Hogsmead dwa lata temu. Granger opierała się mu z początku. Chciała sprawdzić prace domowe, które zadała trzecim klasom, ale Fred jej na to nie pozwolił i zagroził, że zaniesie ją tam na rękach. Hermiona zaśmiała się. - No dobra, już dobra - powiedziała, podążając za rudzielcem w stronę sklepu, a potem na zaplecze. Bliźniacy urządzili tam coś w rodzaju salonu połączonego z kuchnią. Fred zdjął płaszcz z jej ramion i wyjął z szuflady butelkę Ognistej Whisky. Hermiona pokręciła stanowczo głową. - Daj spokój, nie opiłem z tobą twojej nowej pracy i teraz chciałbym to nadrobić - odpowiedział natychmiast Fred. Nie było go na przyjęciu zorganizowanym przez Molly. Hermiona musiała przyznać, że trochę jej go brakowało. Gdyby nie on, prawdopodobnie nigdy nie odważyłaby się na tak wielką zmianę w swoim życiu. - Nalewaj - rzekła więc, co rozbawiło niezwykle rudzielca. - Gdybym powiedział ci kilka lat temu, że teraz będziemy siedzieć razem i pić Ognistą, wlepiłabyś mi z tuzin szlabanów - mruknął. Hermiona parsknęła śmiechem. - Aż tak okrutna nie jestem, ale za to pewnie dostałbyś upiorogacka - skwitowała, biorąc łyk płynu do ust. - No, to teraz opowiadaj, jak ci idzie nauczanie - poprosił Fred, siadając tuż obok niej. - Byłoby lepiej, gdyby nie te wasze wynalazki. Przez was mam niemałe utrapienie w szkole - powiedziała. - W ciągu miesiąca skonfiskowałam tyle rzeczy, że nauczyłam się już na pamięć, co i jak działa. W tej kwestii niedługo będę wiedzieć tyle, co ty i George - dodała z westchnieniem. A Fred tylko zarechotał. Dwie godziny później, butelka Ognistej została przez nich całkowicie opróżniona. Weasley namawiał ją na kolejną, ale Hermiona była już śpiąca. Poza tym trochę kręciło się jej w głowie. Rzadko piła alkohol, więc upiła się zdecydowanie szybciej niż bliźniak. Fred widząc, jak Granger niezdarnie zapina guziki swojego płaszcza, pomógł jej i sam szybko się zebrał. - Nie musisz... - zaczęła Hermiona, ale Fred pokręcił głową. - Daj spokój, to nic takiego, poza tym źle by było, gdyby twoi uczniowie znaleźli cię w jakimś rowie, prawda? - mruknął ze śmiechem. Granger spojrzała na niego z oburzeniem, ale zanim zdążyła coś odpowiedzieć, zachwiała się lekko. Fred zamknął drzwi sklepu, a potem objął ją tak, aby się po drodze przypadkiem nie wywróciła i oboje ruszyli w stronę zamku. Hermiona oparła się głową o niego i westchnęła cicho. - Masz bardzo wygodne ramię, wiesz? - No cóż, takiego komplementu to jeszcze nie słyszałem - odparł szczerząc w odpowiedzi zęby. Oboje zatrzymali się dopiero pod zamkiem. Fred upierał się, że podprowadzi ją pod same drzwi, ale Hermiona zapewniła go, że da radę dojść sama. - W takim razie idę. Jak tylko będziesz miała ochotę, wpadaj do naszego sklepu w Hogsmead. George i Katie mieszkają teraz u nas na Pokątnej, a we trójkę jest nam trochę ciasno, więc przez jakiś czas pomieszkam tutaj - powiedział. Hermiona uśmiechnęła się szeroko. - Dzięki, z pewnością jeszcze skorzystam z twojego zaproszenia - odparła, przytulając go na pożegnanie. - Dobranoc, Fred. Rudzielec spoglądał za nią przez chwilę, póki nie zniknęła za wielkimi drzwiami zamku. - Dobranoc, Hermiono. * * * Koniec listopada był bardziej pracowity dla nauczycieli głównie dlatego, że uczniowie myśleli już tylko o świętach i ciężko było im wbić coś do głowy. Hermiona westchnęła ciężko, gdy połowa z nich użyła na jej lekcji nie tego zaklęcia, o które ich prosiła. Puściła ich zatem kilka minut wcześniej, nie widząc sensu, aby dłużej męczyć, zarówno ich, jak i siebie. Rycząc ze szczęścia, wybiegli całą gromadą przez wyjście, w którym drzwi ledwie trzymały się w zawiasach. - To wygląda strasznie, gdy patrzysz na to z boku - skomentował dzikie wyjście Hogwartczyków Fred. Hermiona spojrzała na niego zaskoczona. - Cześć! Co tutaj robisz? - A, byłem w pobliżu, więc pomyślałem, ze wpadnę - mruknął, szczerząc zęby w uśmiechu. Hermiona uniosła z rozbawieniem brwi do góry. - I zrobiłeś to w jakimś konkretnym celu? - Właściwie, to tak. Nie chciałabyś się wyrwać na piwo kremowe do Hanny? - zapytał z uśmiechem, ale Granger pokręciła głową. - Zostało mi kilkanaście wypracowań, które muszę sprawdzić - odparła. Fred wzruszył ramionami. - Nigdzie mi się nie spieszy - powiedział, uśmiechając się wesoło. Oboje przenieśli się do jej kwatery, przy okazji zahaczając o kuchnię, skąd Fred wziął od skrzatów prowiant. Widząc jednak minę Hermiony, zapłacił im kilka sykli. Dormitorium Hermiony wyglądało dokładnie tak, jak się spodziewał. Jedna ze ścian była cała zapełniona półkami z książkami. Niektórych nazw nawet nie wiedział, jak przeczytać. Przy oknie stało biurko ze stosem papierów. Natomiast na środku dywan, wygodna kanapa i stolik pod którym wylegiwał się Krzywołap. Gdy Fred rozłożył cały prowiant, jaki ze sobą przytargał, na stoliku dostrzegł coś jeszcze. Niewielką szafkę, a za jej szybą zdjęcia oprawione w ramki. Na jednym z nich stała Hermiona razem z Luną i Neville'em tuż po napisaniu OWUTMów, na kolejnym Harry i Ron ściskający ją. Jednak jego uwagę przykuło zdjęcie, na którym znajdowali się on i Hermiona na jej piątym roku. Stali obok siebie uśmiechając się szeroko. Przedziwny widok, biorąc pod uwagę, że zazwyczaj kłócili się o testowanie ich wynalazków na pierwszoroczniakach. Hermiona próbowała sprawdzić eseje, ale przeszkadzał jej w tym Fred, który wymachiwał jej przed oczami pasztecikiem i ciastem orzechowym. Jego zamiary odniosły skutek, ponieważ Hermiona zgłodniała. Tylko, że kiedy oboje się najedli, żadnemu z nich nie chciało się wstawać z kanapy. - To był podstęp, chciałeś mnie napchać jedzeniem żebym nie sprawdzała tych wypracowań - rzuciła ze śmiechem Granger. Fred wyszczerzył zęby. - Naprawdę nie mam pojęcia o czym mówisz - odparł niewinnie, puszczając jej oko. * * * Nowy rok, Hermiona powitała szczęśliwa, jak nigdy wcześniej. Razem z Fredem i resztą Weasleyów spędziła go w Norze. Jednak powrotu do Hogwartu wcale nie żałowała, wręcz przeciwnie. Bardzo się z tego cieszyła. Hermiona siedziała z Neville'em w szklarni numer trzy. Pomagała mu wyciskać sok z jakiejś rośliny, kiedy Longbottom zapytał ją o coś, co wytrąciło ją z równowagi. - A jak tam u ciebie i Freda? Hermiona spojrzała na niego zaskoczona. U niej i u Freda? - Uważasz, że jesteśmy parą? - odparła pytaniem na pytanie. Neville spojrzał na nią trochę zaskoczony. - A nie jesteście? W takim razie przepraszam, ale ciągle gdzieś razem chodzicie, więc sobie pomyślałem... Ach, nieważne - mruknął i zaczął mówić coś o Hannie i o tym, że bardzo spodobała się jego babci Auguście. Hermiona jednak słuchała go tylko jednym uchem. Jej myśli natychmiast popędziły w kierunku Freda. W ostatnich miesiącach bardzo się razem zaprzyjaźnili. Weasley był chyba jedyna osobą na świecie, która potrafiła oderwać ją od sprawdzania wypracowań. Nawet Harry i Ron nie byli zdolni do tak wielkiego wyczynu. Poza tym Hermiona świetnie się przy nim bawiła. Fred potrafił zamienić nudny, zimowy wieczór w coś naprawdę wspaniałego. Ale chłopak? Pokręciła zdecydowanie głową. Zresztą wydawało jej się, że jest coś pomiędzy nim i Angeliną. * * * Hermiona szła właśnie jednym z korytarzy na skróty do swojej kwatery, kiedy ktoś ją pociągnął za rękę. Wydała z siebie krótki okrzyk zanim została wciągnięta przez Freda do starej komórki na miotły. - Co ty wyprawiasz?! - warknęła, patrząc na niego wściekle. Weasley, zamiast odpowiedzieć, położył swój palec na jej usta, więc zamilkła. Przez krótką chwilę stali praktycznie przytuleni do siebie, ponieważ komórka na miotły była zdecydowanie zbyt mała na ich dwoje. Ciepły oddech Freda na skórze przyprawił Hermionę o gęsią skórkę. Gdy Filch nareszcie minął ich kryjówkę, narzekając i opluwając jadem jakiegoś urwisa, Hermiona natychmiast opuściła składzik na miotły, a Fred zaraz za nią. - Chyba nigdy nie znudzi mi się jego denerwowanie - powiedział rudzielec, krztusząc się ze śmiechu. Granger spojrzała na niego tak ostro, że przez chwilę Fred sądził, że będzie chciała wlepić mu szlaban. Hermiona nie była tego dnia zbytnio w humorze. Wstała lewą nogą no i wkurzył ją pewien dzieciak, który wylał na nią jakąś cuchnącą, niebieską maź. Rudzielec zatrzymał się nagle i spojrzał na zegarek. - Cholera, przepraszam cię, Hermiono, ale umówiłem się z Angeliną, a ona zabije mnie, jak się spóźnię! Wpadnij do mnie wieczorem! - zawołał jeszcze i już go nie było. Hermiono spoglądała za nim przez chwilę rozdrażniona. Ostatnio ciągle gdzieś chodził z Johnson. Nie żeby coś... Tak tylko... Zbliżała się północ, kiedy ktoś załomotał do drzwi i Granger podniosła się z westchnieniem z łóżka, aby je odtworzyć. Sprawcą okazał się nie kto inny niż Fred. - Myślałem, że do wpadniesz do sklepu, więc czekałem, a ty się nie pojawiłaś - powiedział z wyrzutem wchodząc do środka. Hermiona wzruszyła ramionami. - Ja... Mam dzisiaj naprawdę zły dzień i źle się czuje... Może jutro... - odparła. Fred spojrzał na nią uważnie i położył jej rękę na czole. - Rzeczywiście, jesteś cała rozpalona - mruknął po chwili fachowym tonem. A potem, mimo jej usilnych protestów, zaniósł ją do łóżka, przykrył po uszy ciepłym kocem, poprawił poduszkę i usiadł na krześle obok. Hermiona posłała mu ciepły uśmiech. - Jesteś moim aniołem, wiesz? - zapytała sennie przymykając powieki. - Nie, to ty jesteś moim, Granger - odparł szeptem. * * * Dzięki interwencji Freda oraz kilku eliksirom, które przyniósł od pani Pomfrey, Hermiona w przeciągu kilku dni zaczęła czuć się o wiele lepiej. Rudzielec przychodził do niej często, ponieważ nie chciał, aby od razu po chorobie wychodziła na dwór. Dlatego też po skończonych przez Hermionę lekcjach, robili coś w jej pokoju. Raz grali w gargulki, potem w eksplodującego durnia, a jeszcze innym razem Hermiona czytała na głos Fredowi swoją ulubioną książkę. Oboje świetnie się przy tym bawili, ponieważ Weasley zawsze umiał jakoś żartobliwie skomentować dany moment opowieści, przez co oboje pękali później ze śmiechu. Czas mijał bardzo szybko. Styczeń i luty minął w okamgnieniu, Hermiona nawet nie miała pojęcia kiedy. Jej życie kręciło się teraz wokół dzieciaków, długich pogawędkach z Neville'em w czasie posiłków, odwiedzaniem Hanny, z którą bardzo się w ostatnim czasie zaprzyjaźniła no i oczywiście spotkaniach z Fredem. To było dziwne, ale czuła, że dzień spędzony bez niego jest dniem straconym. Świetnie się przy nim czuła, umiał ją rozbawić, jak nikt inny. Naprawdę cieszyła się, że jest tak blisko niej. A on się tylko nie pisałam nic o Fredzie i Hermionie odkąd zakończyłam Ścieżkami Uczuć, więc bardzo cieszę się, że udało mi się naskrobać miniaturkę o tej parze. Mam nadzieję, że się spodoba. :) A tak poza tym... Uwierzycie, że już koniec wakacji? Kiedy ten czas tak szybko zleciał?
evyqCm.
  • yo6wcld7ku.pages.dev/317
  • yo6wcld7ku.pages.dev/95
  • yo6wcld7ku.pages.dev/177
  • yo6wcld7ku.pages.dev/199
  • yo6wcld7ku.pages.dev/188
  • yo6wcld7ku.pages.dev/299
  • yo6wcld7ku.pages.dev/37
  • yo6wcld7ku.pages.dev/316
  • yo6wcld7ku.pages.dev/324
  • harry potter i hermiona granger pocałunek